Z serii „Max w podróży” – Bułgaria

Nadszedł czas wakacji, pakowania walizek, zamykania tematów w pracy, włączania automatycznej odpowiedzi w e-mailu 🙂

Ufff, teraz już odpoczywamy. W tym roku postanowiliśmy urlopować się w lipcu a nie jak zawsze końcem sierpnia.
Ponieważ Twoje stopy mają nadal tendencję do koślawienia, głównym kryterium przy wyborze miejsca na wakacje była piaszczysta plaża. Brak morderczych temperatur, to już kryterium Twoich staruszków 🙂

Razem nie odwiedziliśmy jeszcze Bułgarii, więc postanowiliśmy udać się w kierunku Słonecznego Brzegu.
Pełni entuzjazmu wyruszyliśmy w kierunki lotniska. Droga minęła szybko i przyjemnie. Liczba zadanych pytań „mamo! no gdzie są te wakacje?” zbliżała się powoli do 30, kiedy to naszym oczom ukazał się port lotniczy Pyrzowice. Amen. Jeszcze tylko parking, formalności na lotnisku i będziemy fruwać. 

wpid-wp-1438265934429.jpeg

i tak przez godzinę 🙂

Odczekaliśmy grzecznie 2 godzinki do odlotu. Przyjechał po nas autobusik i podwiózł do samolotu. Szybkie zajęcie miejsc. Kolejne pytania „mamo! no gdzie są te wakacje?”. A my nadal na ziemi. 10 min spóźnienia, 20, po 30 min personel pokładowy zaczyna rozdawać wodę mineralną. Moje pierwsze myśli – żegnajcie wakacje 😦
Dzieciaki w samolocie zaczynają wariować, ten płacze, ten chce lecieć, Tobie też udziela się nerwowa atmosfera i marudzenie wchodzi na wyższy poziom. Obsługa informuje, iż czekamy na serwis techniczny gdyż mamy drobną usterkę.
Oczywiście moja głowa zaczyna snuć katastroficzne wizje. Twój płacz w niczym nie pomaga. Sięgamy po tablet. Oglądamy „Opowieść wigilijną Smerfów”:) bo każda pora roku jest dobra na tą bajkę. Względny spokój, przynajmniej w naszym rzędzie. Reszta maluchów jeszcze rozrabia.
Po 1,5 h czekania zapinamy pasy i udajemy się na wymarzone wakacje. Startujemy a po 3 sekundach zasypiasz błogim snem 🙂

Lotnisko w Burgas, godzina 23:30, temp. + 15 st. Tatko wysiadając z samolotu, kwituje to jednym zdaniem „o żesz, jak tu zimno”. Staram się tego nie komentować 🙂 Odbieramy bagaże, jeszcze tylko transfer do hotelu i wygodne łóżeczko. Autokar, miła Pani rezydentka, choć troszkę zagubiona, jak się później okaże, bardziej niż troszkę, miło nas wita i wyruszamy do hotelu. Wróć! Do 10 hoteli ulokowanych na trasie. Nasz w odległości 35 km od lotniska jest o dziwo dopiero na 8 miejscu 😦 Pan kierowca gubi się jakieś 3 razy, zapomina zamknąć bagażnik i tak jedziemy dobry kawałek. Po blisko 2 godzinach jesteśmy na miejscu. Z duszą na ramieniu wchodzimy do hotelu, bo z pewnością coś nam się jeszcze dziś przydarzy. Okazuje się, że czekają na nas już tylko miłe niespodzianki i całe 7 dni bawimy się znakomicie, choć z Twoim humorami. Nie nastawialiśmy się na zwiedzanie dlatego dużo zdjęć to plaża lub basen. Na jeden ze spacerów zaplanowaliśmy wizytę w pobliskim Neseberze. Spacerując po zacienionych uliczkach Starego Miasta, uciekaliśmy przed słońcem. 
Czytaj dalej „Z serii „Max w podróży” – Bułgaria”

Reklamy
Z serii „Max w podróży” – Bułgaria

Co to był za weekend, czyli Londyn raz jeszcze – dzień pierwszy

Kolejny długi weekend za nami. Pełen emocji, nowych wrażeń i doświadczeń. W ostatnim wpisie troszkę martwiłam się o reakcję Max’a na pierwszy lot samolotem. Zupełnie niepotrzebnie. Jego zachowanie przerosło moje oczekiwania. Spokojnie przetrwał podróż zarówno tam jak i z powrotem. Chyba sam lot nie zrobił na nim większego wrażenia.
Za to podróżowanie metrem i widok ludzi o innym kolorze skóry już wywoływał lekkie zdziwienie i zachwyt.

Pierwszy raz odwiedziliśmy Londyn kiedy tatko jeszcze nie był tatkiem, a nawet nie był mężem. Wtedy to w bodajże 3 dni zwiedziliśmy chyba wszystkie ważniejsze miejsca a w 3 noce nadrobiliśmy czas z przyjaciółmi. Tym razem nastawiliśmy się na spontan i totalny luz. Bez biegania i zwiedzania. Przecież Big Ben i Pałac Buckingham wyglądają tak samo od wieków, a Max z takiego rodzaju wycieczki pewnie i tak nie będzie zbyt wiele pamiętał. Uważam, że jak na podróż z dzieckiem i tak udało nam się zobaczyć bardzo dużo i poznać Londyn od tej innej, bardziej zielonej strony 🙂 Najważniejszym założeniem było spędzić czas razem z wujkiem i ciocią i nowymi wujkami i ciociami, które Max czarował swoją „minką nr 1”. 
Kolejny raz spotkaliśmy się z polską gościnnością na obczyźnie, z miłym przyjęciem i cudownym towarzystwem.
O pysznym jedzeniu nie wspominam bo na samą myśl o tym co potrafią wyczarować ciocie Kasie, ślinka cieknie. Żeby nie było, wujek Łukasz jest specjalistą od wyśmienitych drinków. Ale o tym już nie będę tu pisać. What happens in London, stays in London 🙂

Zostawiam Was ze zdjęciami z leniwych spacerków nad Tamizą. Enjoy !

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Już w czwartek zapraszam na kolejną foto-relację 🙂

Co to był za weekend, czyli Londyn raz jeszcze – dzień pierwszy

Nasze pierwsze wspólne wakacje

SONY DSC

Ostatni tydzień upłynął na odpoczynku, relaksie, beztroskich zabawach na piasku, kosztowaniu pysznego jedzenia i rozkoszowaniu się idealną pogodą. Ta podróż była zaplanowana, jako wyjazd na majówkę, jednak z powodu choroby Max’a termin trzeba było przesunąć na nieco później. Wyznaję zasadę, że co się odwlecze to nie uciecze i tym razem też się sprawdziło 🙂

Dzięki gościnności naszych przyjaciół mieliśmy możliwość kolejny raz odwiedzić urokliwe miejsce, jakim jest SYLT. Jeśli ktoś z Was ma ochotę na kilka szczegółów dotyczących wyspy odsyłam Was do Wikipedii.

Dla nas jest to swoistego rodzaju azyl. Miejsce, w którym oddychamy pełną piersią i ładujemy akumulatory. I nie odstrasza sztorm czy też deszcz, spacerom na świeżym powietrzu nie ma końca. Klimat tego miejsca skłania do planowania kolejnej podróży, kto wie, może w przyszłym roku 🙂
W słoneczne dni – obowiązkowa była plaża. Nie mogliśmy się doczekać reakcji Max’a kiedy pierwszy raz zobaczy tak ogromną piaskownice i morze. Warto było przejechać ponad 1100 km dla jego „wow”, dla radości z dreptania bosą stópką po piasku i zdziwienia, kiedy pierwszy raz podszedł do morza a fale uderzały o brzeg.

Szybko okazało się, że naszemu dziecku do szczęścia wystarczy plaża, zapas jedzenia i foremki do piasku.

Podczas tych wakacji Max stał się bardziej towarzyski, otwarty na zabawę z dziećmi. To wszystko dzięki Miłoszkowi, synowi naszych przyjaciół, który od pierwszego dnia był dla Max’a jak starszy brat. Momentami, kiedy głaskał Max’a po głowie w trakcie snu czy też w chwili, kiedy powiedział „ciocia, kocham Cię” ciężko mi było ukryć wzruszenie. Chyba nie ma nic piękniejszego, jak usłyszeć te słowa z ust dziecka. 

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Windsurfing Cup

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

SONY DSC

pierwsze „sam na sam” z wielką wodą

SONY DSCSONY DSC

komentarz jest zbędny 🙂

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSC

mistrzowie drugiego planu

SONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSCSONY DSC SONY DSC SONY DSC

nasz stadion na Brazilian Cup – projekt i wykonanie – wujek Arek

SONY DSC IMG_1298IMG_1262 IMG_1280IMG_1309 IMG_1310 IMG_1311 IMG_1317 IMG_1320 IMG_1343 IMG_1351 IMG_1356IMG_1358IMG_1359 IMG_1360 IMG_1388 IMG_1399

Jeszcze raz dziękujemy Izie,Arkowi i Miłoszowi, za niezapomniane chwile, długie wieczory, grę w Taboo (laski górą), gry na konsoli, wspólne śniadania, spacery, crepsy zjedzone przez mewy-giganty, pyszne drinki, długie rozmowy te mniej i bardziej sensowne :), naukę j. niemieckiego, wiejskie przyśpiewki i uśmiech na twarzy. Chociaż jesteście daleko stąd wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć. Po tym właśnie poznaje się prawdziwych przyjaciół. Buźki krejzole 🙂

SONY DSC

wir vermissen Euch !

Nasze pierwsze wspólne wakacje

Pierwszy dokument tożsamości

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Pewnie wielu z Was snuje wakacyjne plany, rezerwuje wycieczki czy też kompletuje garderobę. Jeśli wybieracie się w podróż samochodem, tatusiowie z pewnością już wiedzą kiedy dokonają przeglądu autka przed podróżą albo już się martwią jak zapakują te wszystkie walizki, które mama będzie chciała ze sobą zabrać 🙂

Jest to również odpowiedni moment, żeby bez zbędnego pośpiechu i stania w kolejkach załatwić paszport dla dziecka.
Na szczęście od zeszłego roku termin ważności tego dokumentu został wydłużony do 5 lat (dla dzieci do 13 roku życia) więc rodzice nie muszą już biegać co roku z wnioskiem i stać w kolejkach.

Wszelkie informacje dotyczące wydawania paszportów można znaleźć tu.

My złożyliśmy wniosek do Urzędu 14 marca a paszport był gotowy do odbioru już 25 marca. Bez kolejek, bez czekania.

Należy pamiętać, że w momencie składania wniosku o paszport (lub dowód osobisty) muszą być obecni oboje rodzice. Natomiast po odbiór już może zgłosić się jeden rodzic z dowodem osobistym.

Najtrudniejszym zadaniem tego przedsięwzięcia było zrobienie zdjęcia biometrycznego ponieważ Max w tym czasie nie miał ochoty na współpracę i najpierw zasnął mi na rękach tuż przed wejściem do fotografa a następnie kręcił się tak niemiłosiernie, że Pani fotograf pstryknęła mu chyba z 20 ujęć zanim udało się wykonać to idealne (jak na warunki biometrycznego zdjęcia oczywiście).

Teraz pozostaje tylko czekać na czerwiec i pierwszą podróż samolotem.

SONY DSC

Pierwszy dokument tożsamości