Dolina Chochołowska

Kolejny spontaniczny plan na weekend. Korzystając z okazji i bliskiej odległości a także okresu kwitnienia krokusów wybraliśmy się z przyjaciółmi do Doliny Chochołowskiej. Nie zakładaliśmy, że dzieciaki będą w stanie dotrzeć o własnych siłach do Polany Chochołowskiej. Trasa nie jest trudna, natomiast ze względu na długość może być nudna i wyczerpująca dla dzieci. Nasza mała grupka urwisów poza kilkoma chwilami słabości była zdecydowanie zmotywowana do zobaczenia niezliczonej ilości krokusów 🙂 A zapasy bananów, jabłek i czekolady trzymały ich energię na odpowiednim poziomie.
Trasa w górę zajęła nam około 2 godzin 15 minut. W drodze powrotnej skorzystaliśmy już z bryczki ponieważ dzieciaki były senne i zmęczone.

DSC_0003

SONY DSC
Chwila odpoczynku dla małych nóżek jak najbardziej wskazana 🙂

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC
Najważniejsi  w ❤

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC
Friends

SONY DSC

SONY DSC

 

Reklamy
Dolina Chochołowska

Co to był za weekend, czyli Londyn raz jeszcze – dzień pierwszy

Kolejny długi weekend za nami. Pełen emocji, nowych wrażeń i doświadczeń. W ostatnim wpisie troszkę martwiłam się o reakcję Max’a na pierwszy lot samolotem. Zupełnie niepotrzebnie. Jego zachowanie przerosło moje oczekiwania. Spokojnie przetrwał podróż zarówno tam jak i z powrotem. Chyba sam lot nie zrobił na nim większego wrażenia.
Za to podróżowanie metrem i widok ludzi o innym kolorze skóry już wywoływał lekkie zdziwienie i zachwyt.

Pierwszy raz odwiedziliśmy Londyn kiedy tatko jeszcze nie był tatkiem, a nawet nie był mężem. Wtedy to w bodajże 3 dni zwiedziliśmy chyba wszystkie ważniejsze miejsca a w 3 noce nadrobiliśmy czas z przyjaciółmi. Tym razem nastawiliśmy się na spontan i totalny luz. Bez biegania i zwiedzania. Przecież Big Ben i Pałac Buckingham wyglądają tak samo od wieków, a Max z takiego rodzaju wycieczki pewnie i tak nie będzie zbyt wiele pamiętał. Uważam, że jak na podróż z dzieckiem i tak udało nam się zobaczyć bardzo dużo i poznać Londyn od tej innej, bardziej zielonej strony 🙂 Najważniejszym założeniem było spędzić czas razem z wujkiem i ciocią i nowymi wujkami i ciociami, które Max czarował swoją „minką nr 1”. 
Kolejny raz spotkaliśmy się z polską gościnnością na obczyźnie, z miłym przyjęciem i cudownym towarzystwem.
O pysznym jedzeniu nie wspominam bo na samą myśl o tym co potrafią wyczarować ciocie Kasie, ślinka cieknie. Żeby nie było, wujek Łukasz jest specjalistą od wyśmienitych drinków. Ale o tym już nie będę tu pisać. What happens in London, stays in London 🙂

Zostawiam Was ze zdjęciami z leniwych spacerków nad Tamizą. Enjoy !

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Już w czwartek zapraszam na kolejną foto-relację 🙂

Co to był za weekend, czyli Londyn raz jeszcze – dzień pierwszy

Pierwszy dokument tożsamości

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Pewnie wielu z Was snuje wakacyjne plany, rezerwuje wycieczki czy też kompletuje garderobę. Jeśli wybieracie się w podróż samochodem, tatusiowie z pewnością już wiedzą kiedy dokonają przeglądu autka przed podróżą albo już się martwią jak zapakują te wszystkie walizki, które mama będzie chciała ze sobą zabrać 🙂

Jest to również odpowiedni moment, żeby bez zbędnego pośpiechu i stania w kolejkach załatwić paszport dla dziecka.
Na szczęście od zeszłego roku termin ważności tego dokumentu został wydłużony do 5 lat (dla dzieci do 13 roku życia) więc rodzice nie muszą już biegać co roku z wnioskiem i stać w kolejkach.

Wszelkie informacje dotyczące wydawania paszportów można znaleźć tu.

My złożyliśmy wniosek do Urzędu 14 marca a paszport był gotowy do odbioru już 25 marca. Bez kolejek, bez czekania.

Należy pamiętać, że w momencie składania wniosku o paszport (lub dowód osobisty) muszą być obecni oboje rodzice. Natomiast po odbiór już może zgłosić się jeden rodzic z dowodem osobistym.

Najtrudniejszym zadaniem tego przedsięwzięcia było zrobienie zdjęcia biometrycznego ponieważ Max w tym czasie nie miał ochoty na współpracę i najpierw zasnął mi na rękach tuż przed wejściem do fotografa a następnie kręcił się tak niemiłosiernie, że Pani fotograf pstryknęła mu chyba z 20 ujęć zanim udało się wykonać to idealne (jak na warunki biometrycznego zdjęcia oczywiście).

Teraz pozostaje tylko czekać na czerwiec i pierwszą podróż samolotem.

SONY DSC

Pierwszy dokument tożsamości