Sierpień w pigułce

Chorzowskie Wesołe Miasteczko pamięta jeszcze moje dzieciństwo. Pewnego upalnego dnia sierpnia postanowiliśmy zapoznać Cię z parkiem rozrywki z naszych czasów 🙂 Cały dzień upłynął nam na zabawie w dobrym towarzystwie.

SONY DSC
Ukochane ciufy

SONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSCSONY DSC

DSC_0329DSC_0343

DSC_0351DSC_0356

Każdy bielszczanin (i nie tylko) z pewnością zna to miejsce. Delicje niezmiennie najlepsze.

Reklamy
Sierpień w pigułce

Co to był za weekend, czyli Londyn raz jeszcze – dzień pierwszy

Kolejny długi weekend za nami. Pełen emocji, nowych wrażeń i doświadczeń. W ostatnim wpisie troszkę martwiłam się o reakcję Max’a na pierwszy lot samolotem. Zupełnie niepotrzebnie. Jego zachowanie przerosło moje oczekiwania. Spokojnie przetrwał podróż zarówno tam jak i z powrotem. Chyba sam lot nie zrobił na nim większego wrażenia.
Za to podróżowanie metrem i widok ludzi o innym kolorze skóry już wywoływał lekkie zdziwienie i zachwyt.

Pierwszy raz odwiedziliśmy Londyn kiedy tatko jeszcze nie był tatkiem, a nawet nie był mężem. Wtedy to w bodajże 3 dni zwiedziliśmy chyba wszystkie ważniejsze miejsca a w 3 noce nadrobiliśmy czas z przyjaciółmi. Tym razem nastawiliśmy się na spontan i totalny luz. Bez biegania i zwiedzania. Przecież Big Ben i Pałac Buckingham wyglądają tak samo od wieków, a Max z takiego rodzaju wycieczki pewnie i tak nie będzie zbyt wiele pamiętał. Uważam, że jak na podróż z dzieckiem i tak udało nam się zobaczyć bardzo dużo i poznać Londyn od tej innej, bardziej zielonej strony 🙂 Najważniejszym założeniem było spędzić czas razem z wujkiem i ciocią i nowymi wujkami i ciociami, które Max czarował swoją „minką nr 1”. 
Kolejny raz spotkaliśmy się z polską gościnnością na obczyźnie, z miłym przyjęciem i cudownym towarzystwem.
O pysznym jedzeniu nie wspominam bo na samą myśl o tym co potrafią wyczarować ciocie Kasie, ślinka cieknie. Żeby nie było, wujek Łukasz jest specjalistą od wyśmienitych drinków. Ale o tym już nie będę tu pisać. What happens in London, stays in London 🙂

Zostawiam Was ze zdjęciami z leniwych spacerków nad Tamizą. Enjoy !

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Już w czwartek zapraszam na kolejną foto-relację 🙂

Co to był za weekend, czyli Londyn raz jeszcze – dzień pierwszy

Chwila oddechu

Pochodzę z gór, urodziłam się tu i mieszkam. Kocham to miejsce i wiem, że chociaż na świecie jest wiele piękniejszych zakątków, które niejednokrotnie zapierają mi dech w piersiach, to właśnie tu, w górach, jest moje miejsce na ziemi.

DSC03557a DSC03573a

bluzeczka – Reserved, spodenki – GAP, sandałki – Bobbi Shoes

DSC03617a DSC03684a DSC03730a

DSC03861a

takie ciężarki to ja rozumiem 🙂
DSC03613a

Chwila oddechu

Buszujący w zbożu i nasz nowy, włoski przyjaciel

Świeże powietrze. Kocyk. Piknik. Pod takim znakiem minął nam weekend. Poza intensywnym wysiłkiem na rowerach udało się naładować akumulatory przez zbliżającym się tygodniem.

Max jest zachwycony jazdą na rowerze. Fotelik, który wybraliśmy to Bellelli Tiger Relax z regulowanym oparciem. Testujemy go co prawda od niedawna ale już zaskarbił sobie naszą sympatię. 

Fotelik ma 5-punktowe, regulowane pasy bezpieczeństwa, montowane w jednym z dwóch otworów w oparciu fotelika.
Zapięcie skutecznie uniemożliwia dziecku samodzielne wypięcie się.

Siedzisko jest bardzo dobrze wyprofilowane, a wysokie boki dodatkowo zabezpieczają malucha przed wypadnięciem. Podłokietniki są zakończone uchwytami, co dodatkowo zwiększa komfort dziecka podczas jazdy.

Wysokość oparcia można regulować od 47 do 54 cm, dopasowując go do wzrostu dziecka. Ponadto fotelik można regulować w trzech pozycjach odchylając do tyłu, dla nas bardzo istotny bajer, gdyż Max bardzo często zasypia podczas jazdy.

Podnóżki również posiadają regulację w zakresie wysokości, a dodatkowo posiadają elastyczne, gumowe paski do zabezpieczenia nóżek dziecka.

Oczywiście bardzo ważną kwestią był dobór odpowiedniego kasku. Nasz wybór padł na Oxelo. Mam nadzieje, że nigdy nie będę musiała sprawdzać jego niezawodności w praktyce.

DSC02682a DSC02703a DSC02725a DSC02735a DSC02788a DSC02875a DSC02889a DSC02891a

bluzeczka i spodenki – Reserved, czapka – GAP, gruszka – z pobliskiego warzywniaka 🙂

DSC02949a DSC03084a DSC03121a

 

 

 

Buszujący w zbożu i nasz nowy, włoski przyjaciel

Daj mu to co najcenniejsze…

Zastanawiając się nad prezentem dla Max’a z okazji Dnia Dziecka rozważaliśmy z tatkiem różne rodzaje zabawek i pojazdów dostępnych na rynku. I pewnie jak większość rodziców i dziadków, mamy dylemat co kupić maluchowi. Jak trafić idealny prezent wśród mnóstwa dostępnych ofert?
Do głowy przyszedł mi zupełnie inny pomysł. Mianowicie jak spędzić ten dzień, tak żeby Max (i my również 😉 ) faktycznie odczuł, że jest Dzień Dziecka. Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewałam. Z uwagi na fakt, że na co dzień większość czasu Max jest w żłobku a my z tatkiem w pracy – w Dzień Dziecka damy mu to czego brakuje mu najbardziej – chwil spędzonych razem, czasu, którego w tygodniu mamy tak niewiele. Bo o ile bardziej zapamięta fajny dzień z rodzicami, podczas którego będziemy puszczać bańki mydlane i latawca, poszalejemy na rowerach po parku, zjemy watę cukrową i lody a może i wyskoczymy na piknik jeśli pogoda dopisze.

Porównałam ostatnio jego reakcje w dwóch sytuacjach. Pierwsza kiedy dostał nową zabawkę i druga, kiedy oznajmiłam mu, że wychodzimy na plac zabaw, i jego ulubione zjeżdżalnie.
Zgadnijcie przy czym był śmiech i okrzyki radości. Ubierał czapkę z prędkością światła i sam wybrał sobie buciki w których chce wyjść. Takie oto nieszablonowe dziecko nam się trafiło 🙂

Oczywiście kwestia prezentów na Dzień Dziecka też nas nie ominie, ale tu pole do popisu pozostawiam Dziadziowi i Babciom, którzy rozpieszczają Go jak mogą – na szczęście w granicach rozsądku 🙂

Tymczasem zostawiam Was z naszym sobotnim obcowaniem z naturą.

DSC02074a DSC02076a DSC02086a DSC02087a

DSC02096aTata, ale w tamtą stronę !!!

DSC02103a

czapka – GAP, koszulka – H&M, spodenki – F&F, tenisówki – Lee Cooper

DSC02104aDSC02114a DSC02121a DSC02126a DSC02138a

 

Daj mu to co najcenniejsze…

MEMORIES

Kiedy wracam z pracy do domu, ta uśmiechnięta buźka wita mnie w drzwiach. Daje całusa, albo się przytula. Po czym razem odnosimy zakupy do kuchni. Po takim powitaniu nawet najgorszy dzień kończy się pozytywnym i miłym akcentem.
Dziś wzięło mnie na sentymentalną podróż do listopada 2012 roku, kiedy to pierwszy raz Go zobaczyłam. Był taki malutki, bezbronny. Na przestrzeni 16 miesięcy zmienił się w całkiem dużego chłopczyka. Uwielbiam przeglądać tą masę zdjęć i wspominać. W przyszłości zostaną już tylko wspomnienia a poparte zdjęciami pokażą nam historię jego życia.

P.S. Na końcu niespodzianka !

2012.11

2012.122013.012013.022013.032013.042013.04 (1)2013.052013.062013.07 (2)2013.082013.09 (2)2013.102013.112013.11 (2)2013.122014.012014.022014.032014.04

MEMORIES

Kolorów moc

DSC01366

W sobotni dzień tak intensywnie kibicowaliśmy tatkowi podczas Danone World Cup, że udało się nam cyknąć aż jedno zdjęcie. Poza kibicowaniem było tyle atrakcji, że nie mieliśmy głowy do fotografowania. Max’a najbardziej pochłonęła jedna atrakcja na całej imprezie – jedzenie. Nie mielił w buźce nic tylko wtedy kiedy spał. Ale my dziś nie o tym.

Wracając do domku po całej imprezie, jechaliśmy przez nasze okoliczne wioski. Zza chmur wyjrzało słońce, a nam ukazały się piękne pola kwitnącego rzepaku skąpane w jego promieniach. Niestety byliśmy wszyscy na tyle zmęczeni, że nikt nie miał ochoty na fotografie 😦 Na szczęście w niedziele pogoda okazała się na tyle łaskawa, że coś tam udało się nam jednak uchwycić. Kiedy wysiedliśmy z samochodu obok jednego z pól, poczułam piękny zapach, dopiero po chwili do mnie dotarło, że to rzepak właśnie tak pachnie. Wiosno, nie odchodź !!!

DSC01369

 

DSC01370

czapka – GAP

spodnie, kurtka, koszulka – zara

buciki – Bartek

DSC01382

 DSC01376

DSC01385

kiedy matka zachwycała się rzepakiem, dziecko zgłębiało wiedzę dotyczącą budowy dmuchawców

DSC01388

 

DSC01398

 

DSC01400

 

DSC01414

 

DSC01475

 

DSC01495

po spacerze nadszedł czas na drzemkę

Kolorów moc

Cisza i spokój

Święta, święta i po świętach.
Ale to były zupełnie inne święta niż dotychczas. Takie na totalnym luzie.

Nie było ciśnienia, że okna muszą być umyte a ciasto wstawione do piekarnika. Nie goniliśmy w ogóle a i tak wszystko było gotowe na czas.
Można było spokojnie się wyciszyć i cieszyć chwilami w swoim towarzystwie.

Tak szczerze powiedziawszy nie lubię świąt, całego tego szaleństwa z nimi związanego. Tych kolejek w sklepach, gdzie ludzie robią zapasy tak jakby po świętach wszystkiego miało zabraknąć.
To nie są już takie święta jak te kiedy byliśmy mali, kiedy to sklepy były zamknięte od popołudnia Wielkiej Soboty aż do po świątecznego wtorku.

Ale pomimo mojego negatywnego nastawienia do całej tej atmosfery, żałuję że już się skończyły. To był magiczny czas, głównie dzięki naszemu małemu króliczkowi, który ze swoim dobrym humorem rozganiał deszczowe chmury i jednym uśmiechem sprawiał, że chciało się wstać od stołu i wyjść na spacer czy do piaskownicy.
Bo co z tego, że przed chwilą padał deszcz. Zakładaliśmy kaloszki i wyfruwaliśmy na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza i kilku kropel wiosennego deszczu (też znacie ten przesąd, że pomaga dzieciakom rosnąć :)?).
Skacząc po kałużach, odpowiadaliśmy nieskończoną ilość razy na pytania „a cio to?” , „a to?”, „a tu?, pokazując jak w około przyroda budzi się do życia.

I jeszcze nasza pierwsza przedświąteczna rozmowa z Max’em, kiedy to po powrocie z pracy zastałam mega bałagan w jego pokoju:
A: „Maxiu, dlaczego tu jest taki bałagan, oszalałeś kochanie?”
M (z łobuzerskim uśmiechem): „a ti?”

tak, że teges, relax, take it easy 🙂

 DSC01192aradość z takiej ilości piasku – bezcenna

DSC01208ana początku tatko jeszcze asekurował, a później ….

DSC01212aśmigał sam, aż piszczał z radości

DSC01220a

już kombinuje skróty

DSC01234aDSC01260aplac zabaw na wysokości 526 m n.p.m

DSC01256aDSC01271aDSC01280a DSC01285a DSC01287a DSC01290a

 takim uśmiechem rozbraja mnie co dzień 🙂

Cisza i spokój

Winter bye, bye !!!

DSC09103 DSC09106

Mam nadzieje, że to był ostatni weekend w którym ubieraliśmy puchowe kurtki i lada moment wskoczymy w wiosenne ubrania. Tym czasem, wrzucamy kilka zdjęć z ostatniego, zimowego jeszcze, spacerku po Wiśle.

DSC09017

DSC08983

kurtka – Zara

komin + czapa – hand made by ciocia A.

spodnie – Zara

rękawiczki – F&F

buciki – CoolClub

DSC08992DSC09018 DSC09021DSC09028 DSC09055 DSC09125DSC09109 DSC09122

Obrazek

Gdzie się podziały wszystkie dzieciaki?

Byliśmy z młodym ostatnio na naszym osiedlowym placu zabaw. Słonko świeciło, temperaturka wiosenna. Pogoda idealna, w sumie już się nawet pogodziłam z tym, że sanek raczej nie będziemy używać w tym roku.

Wyposażeni w chusteczki higieniczne, osuszyliśmy większość huśtawek, bo oczywiście Max musiał sprawdzić jaka jest różnica w huśtaniu się na tej bardziej z prawej, potem bardziej z lewej i w końcu na tej środkowej.
Pomyślałam, fajne, przynajmniej jak przyjdą inne dzieciaki po obiedzie to sobie tyłków nie zmoczą.

Na placu byliśmy chyba około 13, razem z nami bawiła się może dwójka maluchów w podobnym wieku. W sumie 3 sztuki małych ludzików na powierzchni, która w lecie mieści ich dziesiątki.
Dobra, czego oczekujesz ? Pora obiadu, dzieciaki pałaszują pewnie rosołek, jak zjedzą to przyjdą.

Posiedzieliśmy do 14. Max był jak w raju ponieważ z wszystkiego mógł skorzystać, na spokojnie, tak jak on to lubi najbardziej.

Ale ja miałam niedosyt. Przez całą godzinę nikt nie przyszedł, ba nawet przez chwilę byliśmy sami. Nastąpiło wyludnienie, czy rzucili jakieś wyjątkowe promocje w okolicznych hipermarketach?

Głód zaczął nam doskwierać i udaliśmy się leniwie do domu. Tatko akurat pichcił w tym dniu, więc zapowiadało się pyszniutko.

Po godzinie, kiedy słonko jeszcze było wysoko wybiegłam do sklepu bo jak na złość czegoś tam w domu zabrakło. Sprawdziłam przy okazji ilu dzieciakom wyczyściliśmy huśtawki. I co? Głucha cisza szalała jedynie na placu zabaw.

Nie było nikogo. Dzieciaki pewnie zaległy po obiadkach przed komputerami, tabletami czy też innymi konsolami. Pewnie siedzą i gniją w domach bo rodzice częściej niż na spacer, chodzą z nimi po galeriach handlowych zabierając na taki „współczesny spacer”. A na wyjście do lasu, do parku, w góry, na łąkę zwyczajnie nie ma czasu. Ostatnio jak widziałam tłumy na pobliskim lotnisku sportowym to akurat wypadło święto Trzech Króli i wszystkie hipery były nieczynne. Dzięki temu niektóre dzieciaki mogły pohasać na świeżym powietrzu.

Pamiętam, że u nas na osiedlu było nas tylu że jedni grali w siatkówkę a inni w kratki. Do domu biegliśmy jedynie na siku albo jak komuś głód doskwierał. Z domu wychodziło się o poranku a wracało jak już piłki nie było widać w ciemnościach. Szaleliśmy na drzewach, bawiliśmy się w podchody. Mieliśmy milion pomysłów na minutę. Potrafiliśmy stworzyć coś z niczego. Nie potrzebne były wcale nowoczesne technologie, żeby się dobrze bawić.

Kreatywność zanika. Wyzbywamy się jej. Bo ilu rodziców woli dać dziecku pierdząco-piszczącą zabawkę byle by tylko mieć chwilę spokoju zamiast spróbować w tym zabieganym świecie, usiąść z bąblem, i pokazać jakie to zabawy królowały za naszych czasów. Odstresować się po całym dniu właśnie beztroską zabawą ze szkrabem.

Też mam czasami gorszy dzień i nie mam ochoty za zabawy, jak każdy. Ale czy warto przedkładać wtedy swoje dobre samopoczucie nad czas spędzony z naszym bąblem? Nie! Bo zanim się obejrzymy, on będzie już dorosły i wtedy też może nie znaleźć czasu dla swoich rodziców.

I można powiedzieć, że technologia nas otacza i to jest nieuniknione. Prędzej czy później dzieciaki i tak to będą chłonąć. I ok. Ja jednak wolę, żeby to było później bo kiedy patrzę jak moje dziecko reaguje na włączony telewizor, na dźwięk telefonu – jestem przerażona! On nie potrafi się skupić na zabawkach przeznaczonych dla dzieci od 1 roku życia a zabiera się za przeglądanie zdjęć na smartfonie i to potrafi go zająć na bardzo długo.

Myślę sobie, cholera, moja wina. Za mało się bawimy. Ale nie. Poświęcamy mu mnóstwo wolnego czasu. Wolę gotować obiady po nocach byle nacieszyć się nim jak wracam po pracy. Jednak nadal żadne tam moje drewniane klocki z których można budować wymyślne wieże nie przebiją ładowarki z mega długim kablem. Za to rozwalanie tych wieży już jest extra!

Ale powolutku, i z determinacją zachęcam Młodego do częstego „czytania” książek z mamuśką – nawet ostatnio udało mu się usnąć na Królewnie Śnieżce.

SONY DSC

Segregowania różnego rodzaju rzeczy. Najlepsze zabawy były z kolorową fasolą dopóki nie wpadł na pomysł żeby ją zjeść.

IMG_0503 Wkładania klocków różnych kształtów do odpowiednich otworów.SONY DSC

SONY DSC

Zabawy w chowanego, chociaż trzeba Go szybko znaleźć bo po 3 sekundach w kryjówce już się nudzi i sam zaczyna nas szukać.

SONY DSC

Całkiem dobrze zaczynają nam wychodzić „zabawy w dom”, mianowicie:

  • opróżnianie zmywarki – oby ta umiejętność została mu na lata;
  • segregowanie brudnych ubrań do prania;
  • porządki w szafkach ze sprzętem kuchennym;

I żeby nie było, to nie jest wykorzystywanie dziecka do pracy domowych, to jest nauka poprzez zabawę 🙂

Takich zabaw w domu jest tysiące, ograniczeniem jest tylko wyobraźnia rodziców. Dzieciaki w tym wieku chłoną od nas, bo jesteśmy ich wzorem do naśladowania. Nawet nam wyjdzie na zdrowie odłożenie raz za czasu telefonu, komputera czy też pilota od TV.

I jeśli faktycznie już musimy siedzieć w domu w piękną pogodę to pożytkujmy ten czas kreatywnie.

SONY DSC

SONY DSC

Gdzie się podziały wszystkie dzieciaki?