Listy do M.

Pewnie kiedyś zapomnę miliona rzeczy, które chciałabym Ci przekazać, ale mam nadzieje, że to miejsce pozwoli mi na to, żeby chociaż część z tego przelać na „wirtualny” papier.

Jesteś z nami już prawie 22 miesiące. Za chwilę będziemy obchodzić Twoje drugie urodziny. Nie ma co ukrywać, że doroślejesz z każdym dniem i choć nadal jesteś małym chłopczykiem, to coraz częściej zaskakujesz nas nowymi umiejętnościami, które podpatrujesz u nas bądź u starszych kolegów i koleżanek.

Myśleliśmy z tatkiem, że masz już za sobą tzw. bunt dwulatka, ale okazuje się, że punkt kulminacyjny dopiero przed nami 🙂 Doskonale wiemy, że jeszcze nie potrafisz wyrażać swoich emocji i potrzeb i czasami po prostu musisz się zdenerwować, tupnąć nogą,uderzyć ręką w ścianę, porozrzucać wszystkie zabawki dookoła i trochę popłakać. Szanujemy to i staramy się pomóc jak tylko możemy, z lepszym bądź gorszym skutkiem. Pamiętaj, że jesteśmy rodzicami pierwszy raz i mamy prawo popełniać błędy tak samo jak i Ty. Nikt z nas nie jest doskonały i każdy ma prawo do pomyłki. Grunt, żeby z takich sytuacji później wyciągnąć wnioski na przyszłość.

To, że nie pozwalamy Ci na wszystko czego sobie w danej chwili życzysz, nie jest oznaką tego, że Cię nie kochamy albo robimy Ci na złość.
To jest mój drogi wychowywanie – poznasz ten trud w swoim czasie i kiedyś może przyjdziesz do nas i powiesz „mamo, tato mieliście rację”.
Ja osobiście przyłapuję się na tym, że przyznaję rację Twojej babci za to, że nie rozpuściła mnie jak przysłowiowy „dziadowski bicz”, chociaż dla Ciebie ściągnęła by gwiazdkę z nieba gdybyś tylko chciał 🙂 Na szczęście niebo jest wysoko i mam nadzieje, że nie wpadniesz na taki pomysł.

Wiemy, że przed nami jeszcze dużo pracy, abyś wyrósł na dobrego człowieka, ale głęboko wierzymy w to, że to będzie najprzyjemniejsza praca jaką przyjdzie nam wykonywać w życiu. ❤

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC

 

Reklamy
Listy do M.

A cio to ? Czyli nastał czas ciągłych pytań.

A raczej powtarzania ciągle tego samego pytania, które pasuje do wielu sytuacji.

Maxio nie ma obecnie zbyt dużego zasobu słów, potrafi powiedzieć „tata”, „mama”, „o-je-ał” (czyt. pojechał), „auto” i jego ulubione „nie”. Ostatnio do jego słownika wpadła jeszcze „bu-ja” (czyt. burza). Natomiast pytania „a cio to” i „a tu” powtarza dziennie niezliczoną ilość razy. I w sumie po którymś już z serii pytaniu dotyczącym tego samego przedmiotu, np. zaparkowanego samochodu czy też szczekającego psa można by zacząć się zastanawiać czy On aby nie robi tego złośliwie. Hmmm?
Ponieważ sama nie pamiętam jakie były moje początki z językiem polskim, a moja mama twierdzi, że wyglądało to dokładnie tak samo jak w przypadku Max’a. Przyrównuje to do nauki języka obcego i od razu jestem sobie w stanie przypomnieć ile czasu zajmowała mi nauka słówek. Ile to razy trzeba było powtórzyć dane słowo, żeby go zapamiętać.
Pewnie maluchy czują się dokładnie tak samo. Niby ktoś do nich mówi, niby coś tam rozumieją ale ilość słów jaką muszą zapamiętać każdego dnia, ba! dopasować te słowa do przedmiotów, osób i sytuacji, powoduje właśnie niezliczoną ilość powtórzeń tego jakże słodkiego „cio to”?

Niejednokrotnie zdarza się tak, że nie do końca rozumiemy jeszcze co Max usiłuje nam przekazać i powoduje to lekkie spięcia na linii dziecko – rodzic. Wygląda to dosłownie tak jakby chciał powiedzieć „czego nie rozumiecie, przecież powiedziałem o co mi chodzi!”. Towarzyszy temu niestety frustracja i niepotrzebne napięcie, które oboje z tatkiem usiłujemy rozładować wszelkimi możliwymi sposobami, jednak nie zawsze z sukcesem.

Pewnie jeszcze minie trochę czasu zanim nasze rozmowy osiągną wyższy pułap, bardziej zrozumiały dla śmiertelników. Ale póki co jesteśmy na takim etapie i nie mamy zamiaru zmieniać nic na siłę.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC 

A cio to ? Czyli nastał czas ciągłych pytań.

złe nawyki

dzieciaki uczą się otaczającego świata, chłonną wiedzę, podglądają dorosłych, rówieśników i naśladują. mały problem jeśli powielają dobre zachowania, posprzątają po sobie, pomogą.
schody zaczynają się wtedy kiedy w naszych konwersacjach z dzieckiem zaczyna dominować słowo NIE. tego NIE rób, tak NIE wolno.
zaczynam obserwować swoje dziecko jeszcze uważniej niż dotychczas i zauważam rodzącego się w nim diabełka.
mój anioł, który nigdy nie potrafił zawalczyć o swoje, zawsze emanował spokojem i opanowaniem, wolał odpuścić niż wdawać się w bójkę, teraz osiągnął wyższy stopień wtajemniczenia i uderzył kolegę w żłobku, bo ten zabrał mu zabawkę. uderzenie nie spowodowało żadnych obrażeń u chłopczyka, ale wprawiło w osłupienie opiekunki Max’a.
do tej pory kiedy byliśmy świadkami sytuacji w której inne dziecko zabierało Max’owi zabawkę, obserwowaliśmy scenę z boku lub dyskretnie tłumaczyliśmy, że kolega zaraz odda jak tylko sobie na nią zerknie (w 90% sytuacji dzieciaki oddawały pożyczony przedmiot).
jak teraz przetłumaczyć maluchowi, że siła nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem, że można inaczej do tego podejść. rozmawialiśmy już na ten temat z opiekunkami w żłobku (bo dla nas to dość nowa sytuacja) i wspólnie doszliśmy do wniosku, że Max musiał takie zachowanie podpatrzeć u innych, starszych dzieci.
od tej pamiętnej sytuacji, za każdym razem kiedy coś jest nie po jego myśli wyładowuje swoją frustrację na osobach lub przedmiotach, potrafi ze złością podejść i klepnąć mnie w nogę albo rzucić zabawką i doskonale wie, że robi źle.
jak w danej sytuacji powinniśmy się zachować ? czy lepiej zostawić Go samego ze swoimi problemami czy pomóc je rozwiązać wspólnie ? pewnie i Wy odpowiadacie sobie na miliony podobnych pytań codziennie i zastanawiacie się czy Wasze postępowanie jest adekwatne do sytuacji. ja postanowiłam sobie, że nie będę robić nic wbrew sobie i postępować tak jak dyktuje mi serducho, skoro do tej pory nie zawiodło to i może w przyszłości też będzie dobrym doradcą 🙂

a Wasze skarby mają jakieś złe nawyki z którymi walczycie na co dzień ? macie jakieś niezawodne metody ?

SONY DSC SONY DSC SONY DSC SONY DSC
 

złe nawyki

Space craft w wersji mini

Długo dumałam nad tym jak zmusić moje dziecko do aktywności. Max, do tej pory, należał raczej do drużyny intelektualistów i więcej czasu poświęcał książkom i kolorowankom. Ruch to nie było to co tygrysek lubił najbardziej.
A jak ogólnie wiadomo, ruch to zdrowie. Należało więc wymyślić coś, co spowoduje, że ten mały człowiek zacznie po prostu szaleć, tak jak na dzieciaka przystało, a nie przesiadywać z nosem w książkach (na to jeszcze przyjdzie czas).

Podejrzałam kiedyś u Makóweczek ciekawie wyglądający pojazd o tajemniczej nazwie Plasma Car. Zapytałam wujka Google co to. Ten skierował mnie na youtube i ……… już byłam kupiona 🙂
A fakt, że sama będę mogła się tym pojazdem przejechać chyba przesądził decyzję zakupu.

Na początku Max przechodził obok jeździka dość obojętnie. Nie potrafił na niego wsiąść samodzielnie i to zniechęcało Go do zabawy. Jednak po kilku dniach, kiedy wymyślił już jak się na niego wdrapać, podpierając się przy tym o ścianę, zabawa zaczęła się na całego. Niestety z powodu choroby nie mogliśmy wyjść na podwórko i przetestować pojazdu w terenie. Pozostawało nam jedynie obijanie ścian w domu, ale widząc jaką ma z tego radochę, zagryzałam zęby i czekaliśmy na pierwsze testy outside.

Teraz młody śmiga na swoim „kosmicznym pojeździe” (tak jeździk określiła pewna starsza Pani, którą spotkaliśmy na spacerze) a ja staram się za nim nadążyć 🙂
To był udany zakup.

DSC02158a DSC02159a DSC02161a DSC02168a DSC02175a DSC02178a DSC02180a DSC02184a DSC02189a

DSC02191b DSC02200a

spodenki – F&F, bluza – Lupilu, kaloszki – Decathlon, czapka i komin – Rorek

jeździk – Plasma Car

 

Space craft w wersji mini

Daj mu to co najcenniejsze…

Zastanawiając się nad prezentem dla Max’a z okazji Dnia Dziecka rozważaliśmy z tatkiem różne rodzaje zabawek i pojazdów dostępnych na rynku. I pewnie jak większość rodziców i dziadków, mamy dylemat co kupić maluchowi. Jak trafić idealny prezent wśród mnóstwa dostępnych ofert?
Do głowy przyszedł mi zupełnie inny pomysł. Mianowicie jak spędzić ten dzień, tak żeby Max (i my również 😉 ) faktycznie odczuł, że jest Dzień Dziecka. Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewałam. Z uwagi na fakt, że na co dzień większość czasu Max jest w żłobku a my z tatkiem w pracy – w Dzień Dziecka damy mu to czego brakuje mu najbardziej – chwil spędzonych razem, czasu, którego w tygodniu mamy tak niewiele. Bo o ile bardziej zapamięta fajny dzień z rodzicami, podczas którego będziemy puszczać bańki mydlane i latawca, poszalejemy na rowerach po parku, zjemy watę cukrową i lody a może i wyskoczymy na piknik jeśli pogoda dopisze.

Porównałam ostatnio jego reakcje w dwóch sytuacjach. Pierwsza kiedy dostał nową zabawkę i druga, kiedy oznajmiłam mu, że wychodzimy na plac zabaw, i jego ulubione zjeżdżalnie.
Zgadnijcie przy czym był śmiech i okrzyki radości. Ubierał czapkę z prędkością światła i sam wybrał sobie buciki w których chce wyjść. Takie oto nieszablonowe dziecko nam się trafiło 🙂

Oczywiście kwestia prezentów na Dzień Dziecka też nas nie ominie, ale tu pole do popisu pozostawiam Dziadziowi i Babciom, którzy rozpieszczają Go jak mogą – na szczęście w granicach rozsądku 🙂

Tymczasem zostawiam Was z naszym sobotnim obcowaniem z naturą.

DSC02074a DSC02076a DSC02086a DSC02087a

DSC02096aTata, ale w tamtą stronę !!!

DSC02103a

czapka – GAP, koszulka – H&M, spodenki – F&F, tenisówki – Lee Cooper

DSC02104aDSC02114a DSC02121a DSC02126a DSC02138a

 

Daj mu to co najcenniejsze…