Gdzie się podziały wszystkie dzieciaki?


Byliśmy z młodym ostatnio na naszym osiedlowym placu zabaw. Słonko świeciło, temperaturka wiosenna. Pogoda idealna, w sumie już się nawet pogodziłam z tym, że sanek raczej nie będziemy używać w tym roku.

Wyposażeni w chusteczki higieniczne, osuszyliśmy większość huśtawek, bo oczywiście Max musiał sprawdzić jaka jest różnica w huśtaniu się na tej bardziej z prawej, potem bardziej z lewej i w końcu na tej środkowej.
Pomyślałam, fajne, przynajmniej jak przyjdą inne dzieciaki po obiedzie to sobie tyłków nie zmoczą.

Na placu byliśmy chyba około 13, razem z nami bawiła się może dwójka maluchów w podobnym wieku. W sumie 3 sztuki małych ludzików na powierzchni, która w lecie mieści ich dziesiątki.
Dobra, czego oczekujesz ? Pora obiadu, dzieciaki pałaszują pewnie rosołek, jak zjedzą to przyjdą.

Posiedzieliśmy do 14. Max był jak w raju ponieważ z wszystkiego mógł skorzystać, na spokojnie, tak jak on to lubi najbardziej.

Ale ja miałam niedosyt. Przez całą godzinę nikt nie przyszedł, ba nawet przez chwilę byliśmy sami. Nastąpiło wyludnienie, czy rzucili jakieś wyjątkowe promocje w okolicznych hipermarketach?

Głód zaczął nam doskwierać i udaliśmy się leniwie do domu. Tatko akurat pichcił w tym dniu, więc zapowiadało się pyszniutko.

Po godzinie, kiedy słonko jeszcze było wysoko wybiegłam do sklepu bo jak na złość czegoś tam w domu zabrakło. Sprawdziłam przy okazji ilu dzieciakom wyczyściliśmy huśtawki. I co? Głucha cisza szalała jedynie na placu zabaw.

Nie było nikogo. Dzieciaki pewnie zaległy po obiadkach przed komputerami, tabletami czy też innymi konsolami. Pewnie siedzą i gniją w domach bo rodzice częściej niż na spacer, chodzą z nimi po galeriach handlowych zabierając na taki „współczesny spacer”. A na wyjście do lasu, do parku, w góry, na łąkę zwyczajnie nie ma czasu. Ostatnio jak widziałam tłumy na pobliskim lotnisku sportowym to akurat wypadło święto Trzech Króli i wszystkie hipery były nieczynne. Dzięki temu niektóre dzieciaki mogły pohasać na świeżym powietrzu.

Pamiętam, że u nas na osiedlu było nas tylu że jedni grali w siatkówkę a inni w kratki. Do domu biegliśmy jedynie na siku albo jak komuś głód doskwierał. Z domu wychodziło się o poranku a wracało jak już piłki nie było widać w ciemnościach. Szaleliśmy na drzewach, bawiliśmy się w podchody. Mieliśmy milion pomysłów na minutę. Potrafiliśmy stworzyć coś z niczego. Nie potrzebne były wcale nowoczesne technologie, żeby się dobrze bawić.

Kreatywność zanika. Wyzbywamy się jej. Bo ilu rodziców woli dać dziecku pierdząco-piszczącą zabawkę byle by tylko mieć chwilę spokoju zamiast spróbować w tym zabieganym świecie, usiąść z bąblem, i pokazać jakie to zabawy królowały za naszych czasów. Odstresować się po całym dniu właśnie beztroską zabawą ze szkrabem.

Też mam czasami gorszy dzień i nie mam ochoty za zabawy, jak każdy. Ale czy warto przedkładać wtedy swoje dobre samopoczucie nad czas spędzony z naszym bąblem? Nie! Bo zanim się obejrzymy, on będzie już dorosły i wtedy też może nie znaleźć czasu dla swoich rodziców.

I można powiedzieć, że technologia nas otacza i to jest nieuniknione. Prędzej czy później dzieciaki i tak to będą chłonąć. I ok. Ja jednak wolę, żeby to było później bo kiedy patrzę jak moje dziecko reaguje na włączony telewizor, na dźwięk telefonu – jestem przerażona! On nie potrafi się skupić na zabawkach przeznaczonych dla dzieci od 1 roku życia a zabiera się za przeglądanie zdjęć na smartfonie i to potrafi go zająć na bardzo długo.

Myślę sobie, cholera, moja wina. Za mało się bawimy. Ale nie. Poświęcamy mu mnóstwo wolnego czasu. Wolę gotować obiady po nocach byle nacieszyć się nim jak wracam po pracy. Jednak nadal żadne tam moje drewniane klocki z których można budować wymyślne wieże nie przebiją ładowarki z mega długim kablem. Za to rozwalanie tych wieży już jest extra!

Ale powolutku, i z determinacją zachęcam Młodego do częstego „czytania” książek z mamuśką – nawet ostatnio udało mu się usnąć na Królewnie Śnieżce.

SONY DSC

Segregowania różnego rodzaju rzeczy. Najlepsze zabawy były z kolorową fasolą dopóki nie wpadł na pomysł żeby ją zjeść.

IMG_0503 Wkładania klocków różnych kształtów do odpowiednich otworów.SONY DSC

SONY DSC

Zabawy w chowanego, chociaż trzeba Go szybko znaleźć bo po 3 sekundach w kryjówce już się nudzi i sam zaczyna nas szukać.

SONY DSC

Całkiem dobrze zaczynają nam wychodzić „zabawy w dom”, mianowicie:

  • opróżnianie zmywarki – oby ta umiejętność została mu na lata;
  • segregowanie brudnych ubrań do prania;
  • porządki w szafkach ze sprzętem kuchennym;

I żeby nie było, to nie jest wykorzystywanie dziecka do pracy domowych, to jest nauka poprzez zabawę 🙂

Takich zabaw w domu jest tysiące, ograniczeniem jest tylko wyobraźnia rodziców. Dzieciaki w tym wieku chłoną od nas, bo jesteśmy ich wzorem do naśladowania. Nawet nam wyjdzie na zdrowie odłożenie raz za czasu telefonu, komputera czy też pilota od TV.

I jeśli faktycznie już musimy siedzieć w domu w piękną pogodę to pożytkujmy ten czas kreatywnie.

SONY DSC

SONY DSC

Advertisements
Gdzie się podziały wszystkie dzieciaki?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s